Osobista opowieść o tym, jak choroba, osobiste trudności i cierpienie mogą zapoczątkować transformację człowieka.

Gdy ból staje się nauczycielem

„Człowiekowi można odebrać wszystko oprócz jednej rzeczy, ostatniej z ludzkich wolności – wyboru własnej postawy w danych okolicznościach, wyboru własnej drogi.”Viktor E. Frankl

W chwilach największych przeciwności rodzą się pytania o sens cierpienia. Czy cierpienie może mnie czegoś nauczyć? Czy ograniczenia, które narzuca mi życie, mogą stać się zalążkiem pozytywnej zmiany?

Cierpienie sprawia, że zaczynamy szukać rozwiązań, ucieczki czy nawet zmiany pozycji. Czy gdy boli Cię noga podczas zgięcia, automatycznie nie zmieniasz jej położenia i nie prostujesz bolącej kończyny? To nic innego jak właśnie początek transformacji i zmiany. Podobnie może być na poziomie naszej psychiki.

Jako liderowi zmagającemu się na co dzień z hemofilią (poważną chorobą genetyczną – zaburzeniem krzepnięcia krwi, które powoduje, że doświadczam przedłużających się krwawień) te pytania od lat towarzyszą mi zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.

Codzienność życia z Hemofilią to ból, nagłe wylewy, frustracja, ograniczenia ruchowe, artropatia, sztywności w stawach (szczególnie zimą), powikłania po chorobach towarzyszących czy dożylne podawanie leków minimum 104 razy w roku.

Mój pierwszy wylew wystąpił u mnie zaraz po ukończeniu pierwszego roku życia. Kiedy byłem dzieckiem, moi rodzice toczyli nieustanną walkę o moje zdrowie, a nasze życie składało się z ciągłych wizyt w szpitalu. Było ich tak wiele, że kiedy teraz o nich myślę, wszystkie zlewają się w jedno.

Przez długi czas traktowałem moje schorzenie wyłącznie jako brzemię, coś, co odróżniało mnie od innych i teoretycznie mogło zatrzymać mój rozwój. Z czasem jednak odkryłem paradoks w tym, że cierpienie może stać się nauczycielem, a nawet darem, jeśli świadomie wybierzemy naszą postawę wobec niego.

Dziś chciałbym Ci opowiedzieć o mojej drodze od postrzegania choroby jako ograniczenia do odkrycia w niej źródła wyjątkowych kompetencji przywódczych. Pokażę, jak osobiste cierpienie może stać się fundamentem empatii i przedstawię praktyczne wskazówki, jak przekuć własne wyzwania w siłę transformacyjną.

Cierpienie jako zalążek zmiany – siła ukryta w przeciwnościach

Wiele osób, które osiągnęły sukces wskazuje na momenty kryzysu jako punkty zwrotne swojego życia. Badania nad przywództwem potwierdzają, że to właśnie sposób radzenia sobie z przeciwnościami często odróżnia wybitnych liderów od przeciętnych.

Warren Bennis i Robert J. Thomas w swojej publikacji dla HBR, wskazują, że „jednym z najbardziej wiarygodnych wyznaczników prawdziwego przywództwa jest zdolność jednostki do znalezienia sensu w negatywnych wydarzeniach i wyciągania nauki nawet z najtrudniejszych doświadczeń”, a umiejętność pokonywania przeciwności i wychodzenia z nich silniejszym jest cechą wyjątkowych liderów. Rozwój przez przeciwności to realny proces kształtujący charakter.

Psychologia nazywa to zjawisko post-traumatic growth (potraumatycznym wzrostem). Oznacza ono pozytywne zmiany psychologiczne pojawiające się w wyniku zmagań z niezwykle trudnymi doświadczeniami życiowymi.

Osoby, które doświadczyły traumy lub cierpienia, często mówią o przewartościowaniu swojego życia, odkryciu nowego sensu czy siły, o jaką siebie nie podejrzewały.

Jednak co ważne, siła rodząca się z cierpienia nie przychodzi automatycznie. Z badań psychologicznych Tedeschi i Calhoun wynika, że około 50–70% osób, które przeżyły traumę, deklaruje pozytywną zmianę w podejściu do relacji, docenianiu życia, priorytetach. Nie chodzi oczywiście o to, że bagatelizowały one ból czy cierpienie. Te osoby dalej odczuwały skutki trudnych doświadczeń, ale odkryły w nich nowy sens. Wskazały także, że najważniejsze w tym procesie są świadoma reakcja, wysiłek i refleksja związana z przeciwnościami.

Rozumiejąc, że nawet w obliczu nieuniknionego bólu masz wolność wyboru postawy, możesz spróbować nadać sens temu trudnemu okresowi. Właśnie ten świadomy wybór, czy potraktujesz swój ból jako destrukcję, czy jako zalążek zmiany, zdecyduje o Twojej dalszej drodze.

Te badania znajdują odzwierciedlenie w moim życiu. Hemofilia towarzyszy mi od urodzenia. Ciężka postać tej choroby skutkowała tym, że drobne urazy mogły powodować groźne krwawienia wewnętrzne. Dorastanie z taką świadomością nie było łatwe. Jako dziecko patrzyłem z zazdrością na rówieśników biegających beztrosko po boisku, podczas gdy ja musiałem uważać na każdym kroku. Wtedy nie było jeszcze profilaktyki, która obecnie wyniosła życie osób z tą chorobą na zupełnie inny poziom, przez co spędzałem zdecydowanie za dużo czasu w szpitalnych salach czy korytarzach.

Z powodu dużej liczby wylewów, przez okres szkoły podstawowej i liceum, miałem indywidualne nauczanie. Nie chodziłem na zajęcia, a nauczyciele odwiedzali mnie w domu. To był czas, kiedy czułem się trochę samotny, ale dzięki niemu udało się zminimalizować liczbę krwawień.

Nie byłem w stanie pozbyć się swojej choroby, nie było możliwości się z niej wyleczyć, ale zrozumiałem, że mogłem określić to, jak będę na nią reagował.

Taka refleksja (pewnie jak dla większości osób, która mierzą się z przeciwnościami losu), nie przyszła mi w żaden sposób z łatwością. Najpierw i przede wszystkim postrzegałem swoją chorobę jako życiową niesprawiedliwość. Dopiero z czasem zrozumiałem, że muszę znaleźć w niej naukę i dobro, które płyną z trudnych doświadczeń. Okazały się nimi czas (wynikający z samotności), możliwość skupienia się na uczeniu nowych rzeczy i niesamowity rozwój empatii. Postanowiłem jak najlepiej to wykorzystać.

Tak narodziła się moja droga do rozwoju. Szybko pojawiła się miłość do programowania. Zacząłem programować, na swoim Commodore 64, w wieku 11 lat. Następnie przyszło zamiłowanie do matematyki, fizyki, szachów, gier strategicznych, a później nawet do pisania wierszy czy opowiadań. Dzięki temu połączeniu, do dziś uważam, że inżynieria i humanistyka to nie są przeciwstawne światy.

Ten czas umożliwił mi intensywny rozwój intelektualny, który w przyszłości zaowocował pójściem na studia techniczne i stworzeniem mojej pierwszej firmy zajmującej się produkcją oprogramowania.

Z jednej strony to historia o tym, jak nastolatek radzi sobie z nudą i brakiem towarzystwa. Z drugiej zaś to opowieść o tym, że czasami konieczne jest wycofanie się, by w spokoju „zbudować” w sobie nowe kompetencje i wizje, które potem rozkwitną.

Filozofia znajdowania siły napędowej w ograniczeniach znajduje potwierdzenie w doświadczeniach wielu liderów i badaniach. Rezyliencja, czyli zdolność do odporności psychicznej i regeneracji po trudnościach, jest uznawana za jedną z najważniejszych cech skutecznych liderów.

Profesor George Kohlrieser definiuje rezyliencję jako „ludzką zdolność do stawienia czoła przeciwnościom, porażkom i traumom, a następnie do odbudowy, by dalej w pełni żyć”. Rezylientni liderzy potrafią „odbijać się” po niepowodzeniach i adaptować do zmian, nie popadając przy tym w destrukcyjne zachowania.

Co więcej, taka odporność nie tylko pomaga nam samym przetrwać burze, ale też, jeżeli jesteśmy liderem zespołu, wesprzeć jego członków.

Przywództwo jest trwałe tylko wtedy, gdy zarówno lider, jak i jego zespół potrafią konsekwentnie odnawiać pokłady energii mimo stresu.

Zarówno badania, jak i praktyka wskazują, że cierpienie może być katalizatorem rozwoju, jeśli potrafimy nadać mu sens i wyciągnąć z niego lekcje.

W moim przypadku, po wylewach, przykurcze i zaniki mięśni były czymś normalnym. Krwawienia do stawów (a w hemofilii to standard) sprawiają, że mięśnie wokół bolącej kończyny przestają działać, jak należy, a stawy, ze względu na zwyrodnienia i uszkodzenia, tracą pełne zakresy ruchu. Trudno jest wyobrazić sobie, jak mozolna bywa rehabilitacja. Niestety, niektórzy chorzy mają nawet wstawiane endoprotezy, gdyż zmiany są tak poważne, że fizjoterapia nie jest w stanie już pomóc.

Z perspektywy neurologii, nasz mózg może tworzyć nowe połączenia, kiedy systematycznie „ćwiczymy” dane ruchy. Ta sama zasada dotyczy budowania odporności psychicznej. W badaniach neurolingwistycznych (por. Brown et al., 2021) zauważono, że mózg „osób odpornych” inaczej reaguje na stres, aktywując rejony odpowiedzialne za racjonalną analizę zamiast paniki. Z badań wynika, że im więcej mamy trudnych doświadczeń w życiu, tym w pewnym sensie „trenujemy” mózg, by skuteczniej panował nad lękiem.

Hemofilia – osobista walka, która kształtuje charakter

Zrozumienie tego jak będę reagować na moje wyzwania wcale nie sprawiło, że życie nagle stało się prostsze. W dorosłym życiu, codzienność z hemofilią spowodowała, że straciłem wiele możliwości.

Musiałem rezygnować z udziału w wielu wydarzeniach, z bycia na scenie, prowadzenia prelekcji i warsztatów, udziału w panelach dyskusyjnych, pracy na uniwersytecie, współpracy z rządem, udziału w wywiadach i programach telewizyjnych, podróży zagranicznych oraz spotkań z inspirującymi ludźmi. Mógłbym długo tak jeszcze wyliczać.

Samotność może przyspieszać budowanie relacji

Tak jak wcześniej wspomniałem, przez dużą część życia miałem nauczanie indywidualne, co oznaczało dla mnie dość ograniczony kontakt z rówieśnikami.   W tamtym czasie nie rozumiałem, czy wyniknie z tego jakiś problem, po prostu takie były realia. Jednak, kiedy przyszedł moment pójścia na studia, okazało się to prawdziwym skokiem na głęboką wodę. Nie tylko musiałem „nadrobić” zaległości w sprawach towarzyskich, ale też niemal równolegle podjąłem decyzję o założeniu własnej firmy (wtedy jeszcze jako pion w AIP). Z jednej strony próbowałem uczyć się komunikacji z rówieśnikami (co samo w sobie było wyzwaniem), a z drugiej – musiałem szybko ogarnąć budowanie relacji biznesowych, które bywają jeszcze bardziej skomplikowane.

Długoterminowe obserwacje potwierdzają też, że samotność w dzieciństwie „odkłada się” na później, a osoby, które jako dzieci były społecznie odizolowane, częściej zmagają się z obniżonym nastrojem, lękiem czy problemami w funkcjonowaniu społecznym w dorosłości. Z drugiej strony z innych badań psychologicznych wynika, że osoby z ograniczoną socjalizacją w wieku dziecięcym potrafią później dogonić resztę, jednak ich proces adaptacji bywa gwałtowniejszy. Myślę, że śmiało mogę to potwierdzić. Przez większość czasu miałem wrażenie, że inni „płyną” po morzu towarzyskich relacji, a ja dopiero uczę się unosić na powierzchni. Niech za przykład posłuży historia z chłopakiem z mojego roku, który publicznie się ze mnie nabijał, a ja, w całej swojej naiwności, nawet nie ogarnąłem, że to robi.

Ktoś mógłby pomyśleć, że to idealna sytuacja, żeby się zamknąć w sobie, wpaść w kompleksy lub nawet odpowiedzieć agresją. Ale w moim przypadku do głosu doszło logiczne spojrzenie na tą sytuację i duża dawka empatii, którą prawdopodobnie ukształtowała we mnie choroba. Nauczyłem się, że cierpienie uwrażliwia i czasami pomaga szybciej zrozumieć emocje. Zamiast uciekać czy się zrażać, potraktowałem to jako kolejne wyzwanie w drodze do zbudowania prawdziwych relacji.

Gdy starałem się rozwijać biznesowe kontakty okazało się, że w grę wchodziła jeszcze jedna warstwa złożoności, gdyż musiałem szybko nauczyć się, jak rozmawiać z potencjalnymi klientami, później inwestorami czy partnerami.

Ograniczenia pomagają w znajdowaniu innowacyjnych rozwiązań

Kiedy miałem dwadzieścia parę lat i stawiałem pierwsze kroki w biznesie, byłem w zasadzie spłukany i ograniczony mobilnie (także z powodu choroby). W tamtych czasach networking dopiero się rozwijał, a jeśli już odbywały się jakieś wydarzenia, ja zwyczajnie nie mogłem sobie na nie pozwolić ani finansowo, ani fizycznie.

Uznałem więc, że zamiast żyć z tymi ograniczeniami, znajdę inny, kreatywny sposób na poznawanie ludzi. Tak trafiłem na GoldenLine (dzisiaj już nieistniejący polski serwis społecznościowy, odpowiednik LinkedIna). Była tam łódzka grupa dyskusyjna i wątek, w którym ludzie umawiali się co piątek na spotkania na legendarnym łódzkim „murku” gdzie ludzie spotykali się przed imprezami i wyjściem na tańce w centrum miasta. W wątku przejawiało się sporo managerów, którzy wracali na weekend do rodzinnych stron.

Postanowiłem to wykorzystać i zamiast nawiązywać relacje w sztywnej, biznesowej atmosferze udało mi się to zrobić w mniej formalnym środowisku. Poznałem w ten sposób mnóstwo osób, z którymi nawiązałem współpracę.

Co ciekawe, po latach miałem okazję przeczytać meta-analizę aż 145 badań, która wykazała, że zarówno jednostki, jak i zespoły czy całe organizacje najlepiej rozwijają innowacyjność, gdy mają do czynienia z „zdrową dawką” ograniczeń​.

Brak wyboru i skromniejsze zasoby zmuszają nas do szukania nietypowych rozwiązań, podczas gdy zbyt wielka swoboda bywa paradoksalnie mniej stymulująca. Podobny mechanizm zachodzi w przypadku ograniczeń fizycznych czy zdrowotnych. Osoby z niepełnosprawnością lub chorobą przewlekłą na co dzień napotykają bariery i często muszą wykazywać się dużą pomysłowością, by je obejść.

Socjologowie w swoich pracach opisali, jak ludzie z rozmaitymi dysfunkcjami radzą sobie z niedostępnym otoczeniem. Wykorzystują „domowe sposoby” i improwizowane rozwiązania, proszą o pomoc innych w krytycznych momentach, opracowują własne rutyny ułatwiające pokonywanie przeszkód, a także podpatrują innych w podobnej sytuacji, aby nauczyć się sprytnych trików​.

Innymi słowy, są zmuszeni do kreatywności w codziennym życiu, co nieraz czyni z nich mistrzów nietypowych usprawnień. W literaturze przedmiotu podkreśla się, że takie „twórcze radzenie sobie” z ograniczeniami bywa niewidzialnym, a bardzo wartościowym zasobem. Zarówno dla samych zainteresowanych, jak i dla społeczeństwa, które może czerpać z ich innowacji i doświadczeń.

Wracając do mojej historii – w tym czasie, każdy sukces zawodowy okupiony był ogromnym wysiłkiem, a ja często miałem wrażenie, że aby dotrzymać kroku zdrowym konkurentom, muszę pracować dwa, trzy razy ciężej.

Cierpienie uczy dyscypliny i determinacji

Przez te wszystkie lata nauczyłem się jednak nie poddawać. Każde kolejne osiągnięcie wymagało czasu, determinacji i pracy ponad siły, ale smak sukcesu był dzięki temu jeszcze lepszy.

Dziś uważam, że ta ciężka choroba w pewien sposób ukształtowała mój charakter i pomogła utrzymać moje życie na właściwych torach i paradoksalnie jestem jej za to wdzięczny.

Z perspektywy czasu widzę też, że nauczyła mnie także pokory, cierpliwości oraz wytrwałości. Przezwyciężanie trudności stało się nawykiem, bo skoro radziłem sobie z przeszywającym bólem i fizycznymi ograniczeniami, to żaden biznesowy kryzys nie wydawał mi się nie do pokonania.

Co jednak najważniejsze, moja osobista transformacja dokonała się w momencie, gdy zmieniłem podejście do własnej słabości. Przez długi okres ukrywałem swoją chorobę przed światem, szczególnie biznesu. Bałem się etykietki „chorego człowieka”. Nie chciałem, by moje osiągnięcia były pomniejszane przez pryzmat współczucia. W głowie miałem myśl: pracuj tak, by nikt nie mógł powiedzieć, że coś osiągnąłem jak na osobę chorą. Dlatego latami nie mówiłem publicznie o hemofilii. Wydawało mi się, że najlepiej będzie całkowicie oddzielić tę sferę od życia zawodowego.

Musiało minąć trochę czasu bym poukładał sobie rzeczy w głowie na tyle by jasno rozumieć, że przecież każdy z nas boryka się z jakimiś przeszkodami i wyzwaniami, choć nie zawsze je widać na pierwszy rzut oka.

Zacząłem dodatkowo dostrzegać, że moja historia, jeśli opowiedziana szczerze, może nieść wartość innym. Stopniowo, za namową żony i innych osób dotkniętych ciężkimi chorobami, odważyłem się wyjść z cienia i otwarcie mówić o swoich wyzwaniach. Opowiedziałem publicznie zarówno o problemach i bólu, jak i o moich sukcesach.

Reakcja przerosła moje oczekiwania. Dowodem na to, że warto było się otworzyć, są wiadomości od dziesiątek osób, które dzięki mojej historii zaczęły przełamywać własne bariery i zmieniać swoje życie na lepsze. Ludzie pisali, że zainspirowała ich moja determinacja i że sami nabierają odwagi, by stawić czoła swoim wyzwaniom.

To doświadczenie nauczyło mnie, że dzielenie się swoją historią może mieć ogromną moc. Przestałem traktować hemofilię jak wstydliwy sekret, a zacząłem postrzegać ją jako część mojej tożsamości, która – owszem – niesie ból, ale także unikalne lekcje. Poczucie autentyczności i spójności z samym sobą rosło z każdym razem, gdy zamiast ukrywać, otwarcie mówiłem o tym, co mnie ukształtowało. W efekcie stałem się bardziej empatycznym liderem – skoro sam doświadczyłem ograniczeń, łatwiej przyszło mi zrozumieć ograniczenia i potrzeby innych. Tak oto cierpienie, którego tak bardzo się wstydziłem, stało się źródłem siły osobistej i przywódczej.

Od osobistej przemiany do empatycznego przywództwa

Moja historia to tylko jeden przykład na to, jak przeciwności losu mogą budować fundamenty przywództwa. Doświadczenie cierpienia dało mi w praktyce lekcje, o których często mówią eksperci od zarządzania: rezyliencja, samoświadomość, empatia i autentyczność to cechy niezwykle istotne dla dzisiejszego lidera.

Odporność psychiczna

Po pierwsze, odporność psychiczna stała się moją bezpieczną przystanią. Mając za sobą lata zmagań z chorobą, w sytuacjach kryzysowych zachowuję spokój i pewność, że „to też minie”. Wiem, jak smakuje porażka i ból, więc nie boję się podejmować odważnych decyzji ani eksperymentować.

Wiele badań potwierdza, że liderzy rozwijający rezyliencję poprzez sytuacje stresowe są skuteczniejsi w długim terminie. Każda przeciwność, którą pokonamy, zwiększa naszą zdolność do radzenia sobie z kolejnymi wyzwaniami. Ta spirala wzrostu sprawia, że z czasem stajemy się wręcz “antykruchościowi”, czyli silniejsi po wstrząsach.

Samoświadomość

Po drugie, samoświadomość i świadome wybory. Cierpienie niejako zmusza do głębokiej refleksji nad sobą, nad swoimi ograniczeniami, priorytetami i wartościami. Kiedy codziennie zmagasz się z bólem, musisz bardzo świadomie wybierać, na co przeznaczysz swoją ograniczoną energię. W moim przypadku choroba nauczyła mnie klarownie ustalać, co jest naprawdę ważne, a co może poczekać. Takie priorytetyzowanie to esencja świadomego przywództwa. Podejmowania decyzji nie na autopilocie czy pod presją chwili, ale w zgodzie ze swoimi zasadami, wartościami i długofalowymi celami. Warto podkreślić, że samoświadomość lidera przekłada się na lepsze wyniki całej organizacji. Okazuje się, że większość z nas ma z tym problem.

Pisałem o tym w jednej ze swoich publikacji,  w której przytaczałem dane, z których wynika, że 95% ludzi uważa się za samoświadomych, podczas gdy w rzeczywistości zaledwie 10–15% faktycznie posiada tę cechę.

Tymczasem wysoka samoświadomość u lidera koreluje z bardziej efektywnym zespołem i zdrowszą kulturą pracy. Lider znający siebie (swoje mocne i słabe strony oraz emocje) potrafi lepiej regulować stres i lepiej rozumie emocje swoich pracowników, co ułatwia budowanie zaufania.

Empatia

Kolejną, trzecią kwestią jest empatia. Nic tak jej nie uczy jak własne cierpienie. Kiedy doświadczyłem bezradności, bólu czy poczucia niesprawiedliwości, zyskałem zupełnie nową wrażliwość na drugiego człowieka. Jako lider zrozumiałem, że empatyczne przywództwo to nie dodatek, ale fundament skutecznej współpracy.

Badania wykazują, że 86% pracowników wierzy, iż empatyczny lider potrafi podnieść morale zespołu, a 87% uważa empatię za klucz do tworzenia włączającego, inkluzywnego środowiska pracy.

Empatię można porównać do umiejętności wejścia w czyjeś buty. Dzięki własnym trudnym doświadczeniom potrafię lepiej wsłuchać się w obawy czy potrzeby członków mojego zespołu. W praktyce oznacza to np. elastyczne podejście, gdy ktoś zmaga się z problemami osobistymi lub autentyczne zainteresowanie rozwojem pracownika, który przechodzi kryzys.

Autentyczność i inspirowanie przez historie

Wreszcie, czwarte i ostatnie, to autentyczność i inspirowanie poprzez historie. Gdy podzieliłem się z ludźmi, zespołem czy otoczeniem moją walką z hemofilią, zauważyłem, że ludzie zaczęli postrzegać mnie nie tylko jako prezesa, dyrektora czy menedżera, ale jako człowieka z krwi i kości. Ta autentyczność zburzyła wiele barier, a ludzie dookoła mnie chętniej dzielili się ze mną swoimi pomysłami i problemami, bo widzieli we mnie partnera, a nie kogoś dalekiego i niedostępnego.

Wielu wybitnych liderów przeszło tzw. crucible moment, czyli próbę ognia, która ich zahartowała i nadała kierunek ich przywództwu. Właśnie dzięki takim doświadczeniom mogą potem szczerze powiedzieć swoim zespołom:

„Wiem, co czujecie, bo byłem w podobnym miejscu i udało mi się to przezwyciężyć”.

Taka narracja potrafi bardziej zmotywować do rozwoju niż kolejne szkolenia. Autentyczny, oparty na przeżyciach storytelling to potężne narzędzie lidera transformującego firmę w bardziej ludzką i innowacyjną strukturę – buduje więź, zaufanie i poczucie wspólnoty w dążeniu do celu.

Zastanów się, czy w Twoim życiu jest coś, co ukrywasz, a mogłoby pomóc Ci stworzyć lepsze relacje w zespole?

Przykłady liderów: od ograniczeń do innowacji

Moja historia nie jest odosobniona. W świecie biznesu aż roi się od przykładów osób, które przekuły swoje ograniczenia w atuty i nadały swoim organizacjom bardziej ludzkie oblicze dzięki lekcjom z trudności.

Howard Schultz, założyciel Starbucks, to jeden z takich liderów. Empatia i dbałość o pracowników stały się znakiem rozpoznawczym firmy, właśnie dlatego, że jego założyciel doświadczył trudów życia na własnej skórze.

Innym przykładem są przedsiębiorcy z dysleksją. Około 20% populacji zmaga się z tym wyzwaniem, ale wśród przedsiębiorców odsetek ten wynosi ponad 30%. Tę dysproporcję tłumaczy się często tym, że osoby z dysleksją od dziecka uczą się radzić sobie z porażkami i szukają kreatywnych sposobów na obejście swoich trudności.

Innymi słowy, rozwijają odporność i innowacyjne myślenie już w młodym wieku. W efekcie, dyslektyczni biznesmeni (jak Richard Branson czy Daymond John) nie boją się wychodzić poza schematy, bo całe życie musieli „myśleć inaczej” niż reszta. Psycholog Coral Hoh zauważa, że wspólnym mianownikiem przedsiębiorców i osób z dysleksją jest właśnie przeciwność losu – to ona hartuje ich psychikę.

Weźmy też pod uwagę przykłady firm powstałych lub rozwiniętych dzięki kryzysom. Wielu innowacyjnych liderów przyznaje, że ograniczenia potrafią stymulować kreatywność. Kiedy brakuje zasobów albo sytuacja zmusza do działania pod presją, zespoły często wpadają na najbardziej przełomowe pomysły. Steve Jobs po zwolnieniu z Apple mógł się poddać, a jednak uznał tę porażkę za dar losu. W okresie „wygnania” założył Pixar i rozwinął nowe kompetencje, by wrócić później do Apple i wprowadzić firmę na wyżyny innowacyjności. Sam mówił, że porażka w Apple paradoksalnie uwolniła jego kreatywność, bo przestał bać się dalszych niepowodzeń. To klasyczny przykład „upadku”, który okazał się trampoliną – i lekcja, że z kryzysu może narodzić się wielka zmiana.

Wreszcie, warto wspomnieć o liderach społecznych, których osobiste cierpienia stały się iskrą do zmiany na szerszą skalę. Nick Vujicic, urodzony bez rąk i nóg mówca motywacyjny, czy Chad Hymas, biznesmen, który po wypadku został sparaliżowany od szyi w dół. Obaj wykorzystali swoje doświadczenia, by inspirować tysiące ludzi do pokonywania własnych ograniczeń. Ich działalność pokazuje, że moc i siła przywództwa nie płyną z fizycznej sprawności czy idealnego życiorysu, ale z odporności ducha i wiary, że każdą przeszkodę można przekuć w coś dobrego.

Podobne przykłady potwierdzające tezę, że cierpienie potrafi transformować, znajdziemy także w Polsce.

Roman Kluska, założyciel firmy Optimus, przeszedł trudną drogę, gdy niesłusznie oskarżono go o nadużycia podatkowe i zniszczono jego biznes (ostatecznie został oczyszczony z zarzutów), ale doświadczenie to wzmocniło jego determinację i skłoniło do działalności charytatywnej. Anna Dymna, wybitna aktorka, po serii osobistych tragedii (m.in. nagła śmierć męża i poważny wypadek) założyła Fundację „Mimo Wszystko”, która niesie pomoc osobom z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Z kolei Ewa Błaszczyk, po traumie związanej z wypadkiem córki i jej zapadnięciem w śpiączkę, stała się założycielką fundacji „Akogo?” i kliniki „Budzik”, pomagającą wybudzać dzieci ze śpiączki. Natomiast Wojciech Makowski, niewidomy pływak, medalista igrzysk paraolimpijskich, przekuł swoją niepełnosprawność w źródło motywacji, walcząc w sporcie na najwyższym poziomie i inspirując innych, by nie bali się przekraczać własnych barier.

Te wszystkie historie, czy to ze świata korporacji, startupów czy działalności społecznej, łączy jedno – świadoma decyzja, by uczynić z cierpienia zalążek zmiany, a nie wymówkę do rezygnacji.

Praktyczne wskazówki dla liderów: jak przekształcić przeciwności w siłę

Jeżeli sam znajdujesz się w trudnej sytuacji, zebrałem kilka porad, które pomogą Ci przezwyciężać trudności i sprawić, aby stały się one dźwignią do rozwoju osobistego, Twojego otoczenia czy (jeżeli chodzi o pracę) Twojego zespołu:

Znajdź sens w cierpieniu.

Łatwo napisać, wiem. Ale wierz mi, że nie chodzi o to, by na siłę szukać bólu (nie mówię o fizycznym i żebyś przestał brać leki), albo jakkolwiek wmawiać sobie, że jest on potrzebny. Chodzi mi o to, by dostrzec lekcje w trudnych doświadczeniach. Zadawaj sobie pytania:

  1. Czego mogę się nauczyć z tej sytuacji?
  2. Jak to wyzwanie może mnie rozwinąć jako człowieka czy lidera?

Pomocne mogą być tutaj słowa miliardowego inwestora Raya Dalio, który mawiał, że:

 Ból + Refleksja = Postęp

Każde potknięcie traktuj jako informację zwrotną, nie jako definitywną porażkę. Ta zmiana perspektywy sprawi, że nawet kryzysy zaczniesz postrzegać jako etap drogi do sukcesu, a nie koniec świata.

Praktykuj samoświadomość i świadome wybory.

Znajdź czas na autorefleksję np. poprzez pisanie dziennika czy czas skupienia, aby lepiej rozumieć swoje emocje, reakcje i wartości. Lider, który zna siebie, łatwiej zachowa spójność w działaniu i podejmie świadome decyzje, nawet pod presją. Pamiętaj, że samoświadomość to rzadka cecha – większość z nas ją przecenia u siebie, więc warto nad nią pracować jak nad mięśniem. Gdy stajesz przed trudnością, świadomie wybierz swoją reakcję zamiast działać impulsywnie. To może być wybór postawy pełnej ciekawości (zamiast złości) wobec problemu albo decyzja, by poprosić o pomoc (zamiast udawać niezniszczalnego). Takie świadome wybory z czasem wejdą Ci w nawyk i uczynią Cię bardziej odpornym na stres.

Buduj rezyliencję na co dzień.

Odporność psychiczna nie pojawia się magicznie. Trzeba ją trenować. Traktuj swoje zdrowie psychiczne i fizyczne priorytetowo. Trenuj regularnie (ja potrzebowałem ponad 3000 sesji by przestać kuleć), ruszaj się, pielęgnuj swoje zainteresowania, spędzaj czas z rodziną i przyjaciółmi, ucz się oraz nieustannie rozwijaj. Dodatkowo, proste rytuały, jak poranny spacer czy wieczorna wdzięczność (wypisanie rzeczy, za które jesteś wdzięczny nawet w ciężkim dniu), albo gdy jesteś wierzący wieczorna modlitwa, wzmacniają Twoją psychikę.

W obliczu kolejnego kryzysu przypomnij sobie wcześniejsze wygrane walki. Świadomość posiadania umiejętności radzenia sobie z trudnościami dodaje sił. Warto też inspirować ludzi dookoła siebie i pokazywać im czym jest Twoja odporność.

W pracy, nawet jak sam uważasz się za niezniszczalnego, mów o znaczeniu przerw, regeneracji i istocie wzajemnego wsparcia. To, w głównej mierze, lider nadaje ton, więc jeśli pokazujesz, że potrafisz zachować równowagę i spokój w burzy, ludzie w Twoim otoczeniu będą Cię naśladować.

Dziel się swoją historią i słuchaj opowieści innych.

Nie bój się być autentyczny i wrażliwy. Wrażliwość i płynące z niej dobro nie są słabością. Opowiedz Twojemu zespołowi (na ile czujesz się komfortowo) o trudnościach, które Cię ukształtowały. Czy to choroba, trudne początki, bieda czy porażki z przeszłości. To nie oznaka słabości, ale odwagi i pewności siebie.

Wyjście z cienia i otwarte mówienie o swoich wyzwaniach może stać się dla kogoś lekarstwem i inspiracją do zmiany życia na lepsze.

Równie ważne jest aktywne słuchanie. Pytaj członków zespołu, z jakimi przeszkodami się mierzą, co ich frustruje. Twórz przestrzeń, gdzie można bez obaw mówić o problemach. Często samo wysłuchanie z empatią działa cuda

Kultywuj kulturę empatii i innowacji.

Empatia w organizacji to nie tylko relacje, ale i lepsze wyniki biznesowe. Gdy ludzie czują się rozumiani, rośnie ich zaangażowanie i kreatywność.

Aż 87% pracowników twierdzi, że wzajemna empatia w firmie zwiększa efektywność i zdolność do dzielenia się pomysłami.

Dlatego jako lider nagradzaj zachowania empatyczne, takie jak mentoring, pomaganie innym działom, dzielenie się wiedzą. Sam bądź wzorem, np. jeśli firma przechodzi trudne zmiany, komunikuj je szczerze i z wrażliwością na emocje załogi.

Empatyczne podejście odblokowuje innowacyjność. Kiedy ludzie nie boją się przyznać do problemów, chętniej szukają nietypowych rozwiązań. Ponadto wykorzystuj ograniczenia jako wyzwania dla swojego zespołu. Zamiast narzekać, że czegoś brak, postaw pytanie „co możemy zrobić z tym, co mamy?”. Taka zmiana myślenia (nastawienie na możliwości zamiast ograniczeń) to sedno innowacyjnej kultury.

Okazuje się, że gdy zasoby są skromne, ludzie uruchamiają pokłady kreatywności, by mimo wszystko osiągnąć cel. Celebruj więc nawet drobne usprawnienia wymyślone w odpowiedzi na trudność. To buduje przekonanie, że każdą przeszkodę można przekuć w sukces, co z czasem staje się samo spełniającą się przepowiednią.

Od cierpienia do siły – Twoja transformacja

Historia, choć zawsze, gdy o niej mówię jest dla mnie bardzo osobista, ma uniwersalne przesłanie.

Każdy z nas ma w życiu swoją własną „hemofilię” – przeszkodę, która wydaje się nie do pokonania, ale to, jak na nią reagujemy, decyduje o tym, dokąd ostatecznie zmierzamy.

Jako ludzie nie możemy uniknąć cierpienia czy ograniczeń. Mamy jednak wpływ na nadanie tym przeciwnościom znaczenia. Możemy pozwolić, by trudności nas zahamowały albo przeciwnie, żeby nas zahartowały i zainspirowały do zmiany na lepsze.

Transformując siebie, jesteśmy w stanie transformować nasze otoczenie, rodziny, społeczności czy organizacje.

  1. Przezwyciężanie trudności uczy pokory, ale i odwagi do podejmowania ryzyka.
  2. Cierpienie uczy wrażliwości na innych, co przekłada się na bardziej ludzkie i empatyczne przywództwo.
  3. Ograniczenia zmuszają do kreatywności, więc firmy prowadzone przez liderów, którzy doświadczyli braków, częściej szukają innowacyjnych rozwiązań. Tacy liderzy tworzą kultury oparte na autentyczności i zaufaniu, gdzie pracownicy czują się częścią czegoś większego – misji, która ma głębszy sens.

Na koniec chciałbym zostawić Cię z refleksją i pytaniem, co w Twoim życiu lub karierze było lub nadal jest postrzegane jako słabość lub źródło bólu? Pomyśl, jak mógłbyś spojrzeć na to inaczej i czy to doświadczenie czegoś Cię nauczyło? Czy uczyniło Cię to choć odrobinę lepszym człowiekiem lub liderem?

Siła, którą w sobie nosisz, być może jest wprost proporcjonalna do ciężaru, który dźwigałeś. Cierpienie naprawdę może być zalążkiem zmiany, jeśli tylko damy sobie szansę tę zmianę z niego wyprowadzić.

Żywię nadzieję, że moja opowieść i zebrane tu wskazówki zainspirują Cię do świadomego wykorzystywania trudnych doświadczeń jako paliwa dla Twojej własnej przemiany. To od Ciebie zależy, czy z surowca, jakim jest ból, stworzysz truciznę czy lekarstwo.

Transformacja osobista człowieka, który przezwycięża trudności, staje się światłem rozjaśniającym drogę innym ku przyszłości opartej na rezyliencji, świadomych wyborach i empatii.

Życzę Ci odwagi i wytrwałości w tej drodze. Mam w prawdzie nadzieję, że żaden kryzys nie pojawi się na Twojej drodze, ale jeżeli się tak stanie niech będzie dla Ciebie okazją do stania się jeszcze lepszym liderem i człowiekiem. Pamiętaj: masz w sobie siłę, by przekształcić ograniczenia w potężny motor zmiany.

Subscribe
Powiadom o
guest

29 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Marek
Marek

Dziękuję za podzielenie się ta historią. Jako osoba z przewlekł choroba auto-immunologiczną, doskonale rozumiem to poczucie ograniczeń. Twoje słowa o przekuwaniu cierpienia w siłę bardzo do mnie trafiły. Szczególnie fragment o tym, że „cierpienie uwrażliwia i czasami pomaga szybciej zrozumieć emocje”.choroba nauczyła mnie dostrzegać niuanse w relacjach, których wcześniej nie zauważałem.

Hemofilik01
Hemofilik01

Sam zmagam się z hemofilią już ponad 30 lat i odnalazłem się w każdym słowie. Szczególnie w tym o ukrywaniu choroby przed światem. Przez lata wstydziłem się mówić o mojej kondycji, bojąc się krytycznych słów. Dopiero niedawno zacząłem otwarcie o tym mówić i faktycznie – reakcje ludzi są zupełnie inne niż się spodziewałem

Marek
Marek
Reply to  Hemofilik01

@Hemofilik01 w pełni Cię rozumiem. Też długo ukrywałem swoją chorobę w pracy, bojąc się, że będę postrzegany jako słaby czy niezdolny do pewnych zadań. Dopiero gdy otworzyłem się przed kolegami i koleżankami poczułem ogromną ulgę i co ciekawe zaskakująco dużo zrozumienia. Gdybyś wiedział ile energii zużywałem na ukrywanie tego wszystkiego

Hemofilik01
Hemofilik01
Reply to  Marek

@Marek oj tak. tA energia zmarnowana na maskowanie się może być lepiej spożytkowana. Po ujawnieniu się w pracy zauważyłem, że ludzie zaczęli mnie postrzegać jako silniejszego, a nie słabszego, co jest niesamowicie miłe

lider_z_przypadku
lider_z_przypadku

Ten artykuł trafił do mnie w idealnym momencie. Wczoraj stracilismy ważnego klienta i nyłem się kompletnie zdruzgotany. Dziś przeczytałem twoje słowa -„każde potknięcie traktuj jako informację zwrotną, nie jako definitywną porażkę” i czuję sie zainspirowany

dev99
dev99

Commodore 64!! Sam zaczynałem od starych komputerów, choć z innych powodów. Ciekawe jak wiele osób w IT trafiło do branży przez jakieś ograniczenia życiowe?

Zakochana w Twoich Tekstach
Zakochana w Twoich Tekstach

Po raz kolejny Twój artykuł wywołał u mnie łzy wzruszenia. Ta szczerość i autentyczność z jaką piszesz o swoich wyzwaniach jest poruszająca. Fragment o tym, jak choroba nauczyła Cię pokory i cierpliwości, pokazał mi, że także i moje trudne doświadczenie może być nauczycielem. Dziękuję!

l0kii
l0kii

dopiero poważna choroba ojca nauczyła mnie prawdziwej odporności psychicznej

Luka
Luka

Świetny artykuł! A te słowa – „Każdy z nas ma w życiu swoją własną hemofilię” to zdanie zostanie ze mną na długo. Moja „hemofilia” to zespół lęku uogólnionego. Długo traktowałam go jako przeszkodę, ale dzięki takim historiom jak Twoja, zaczynam dostrzegać, że podobnie jak Ciebie nauczył mnie większej empatii i uważności w relacjach z ludźmi.

mimi69
mimi69

Nie potrafię idealizować cierpienia. Nie każdy ból nas wzmacnia, czasem po prostu boli i tyle. Doceniam twoją historię i to, co z niej wyciągnąłeś, ale uważam, że nie każde cierpienie da się przekuć w coś pozytywnego. Niektórzy ludzie po prostu się łamią.

Arek
Arek

Bardzo ciekawa perspektywa na przywództwo w kontekście choroby.

przewlekly
przewlekly

Dziękuję za to, że dzielisz się swoją historią. Sama zmagam się z przewlekłym bólem. Gdzieś głęboko zgadzam się, że cierpienie może budować charakter, ale ważne, by nie popadać w toksyczny pozytywizm. Czasem po prostu muszę przyznać, że jest źle, przepracować to, a dopiero potem szukać w tym lekcji

mimi69
mimi69
Reply to  przewlekly

@przewlekly Dokładnie o to mi chodziło! Historia Adama jest niezwykle ciekawa, ale trzeba pamiętać, że nie każde cierpienie ma szczęśliwe zakończenie. Czasem choroba jest nieuleczalna albo śmiertelna, albo ludzie po prostu nie wytrzymują. Ważne, żebyśmy nie tworzyli narracji, że jeśli ktoś się załamał, to znaczy że nie starał się wystarczająco mocno. Poza tym naprawdę podziwiam ludzi, którzy potrafią wyciągać lekcję i odpowiednio reagowac na trudnosci.

przewlekly
przewlekly
Reply to  mimi69

@mimi69 UWażam, że warto mówić o pozytywnych aspektach, które mogą wyniknąć z cierpienia, ale bez tworzenia presji, że każdy MUSI z nich wyciągnąć coś dobrego. To dodatkowe obciążenie dla osób, które już i tak mają pod górkę. Niemniej ogromnie doceniam autora za pokazanie swojej drogi i że da się i że mimo wszystko istnieje światełko w tunelu, nawet jeśli nie dla wszystkich jest ono tak samo widoczne.

mimi69
mimi69
Reply to  przewlekly

@przewlekly ważne jest też, aby osoby, które zdołały przekuć swoje cierpienie w coś pozytywnego, nie oceniały tych, którym się to nie udało. I vice versa. Każdy ma swoją drogę i swoje tempo.

BiznesowyLudek
BiznesowyLudek

Ponad 30 lat doświadczenia pokazało mi, że najlepsi menadżerowie to ci, którzy przeszli przez ogień. Twój odcinek podcastu potwierdza tę regułę. Osoby, które nigdy nie doświadczyły przeciwności, często załamują się przy pierwszej większej przeszkodzie. Gratuluję odwagi w dzieleniu się swoimi doświadczeniami!

Sceptyk
Sceptyk

Zastanawiam się faktycznie kryzys może być trampoliną. Czy to nie jest czasem efekt przetrwania? Widzimy tylko tych, którzy wyszli z kryzysów silniejsi, a nie tych, którzy się poddali. Z drugiej strony Twoja historia jest niewątpliwie inspirująca, ale zastanawiam się na ile powtarza się ona u innych.

BiznesowyLudek
BiznesowyLudek
Reply to  Sceptyk

@Sceptyk Myślę, że efekt przetrwania to trochę za duże uproszczenie. Sam przeszedłem przez bankructwo i depresję, zanim zbudowałem obecny biznes. Te doświadczenia faktycznie mnie wzmocniły, ale znam też ludzi, którzy się po prostu poddali. Różnica często leży nie jedynie w samym cierpieniu, ale w systemie wsparcia i dostępie do materialnych i psychologicznych.

Psycholożka
Psycholożka

Wzrost po traumie, o którym wspominasz, to fascynujące zjawisko, które obserwuję u wielu moich pacjentów. Cieszę się, że podkreśliłeś, że nie przychodzi to automatyczne i wymaga świadomej pracy i refleksji

Sceptyk
Sceptyk
Reply to  Psycholożka

@Psycholożka Ciekawi mnie, czy jest różnica w doświadczaniu tego wzrostu w zależności od rodzaju traumy? Czy cierpienie fizyczne (jak w przypadku autora) vs. psychiczne (np. utrata bliskiej osoby) daje podobne rezultaty?

Psycholożka
Psycholożka
Reply to  Sceptyk

@Sceptyk dobre pytanie! Są różne badania i publikacje naukowe, które pokazują różnice, ale też wiele podobieństw. Cierpienie fizyczne i przewlekły ból często prowadzą do większej samoświadomości ciała i radości gdy przychodzą „dobre dni”. Traumy związane z utratą i żałobą częściej prowadzą do przewartościowania relacji i priorytetów życiowych. Ale w obu przypadkach da się zaobserwowwac wzrost odporności psychicznej i empatii.

Karo
Karo

Twoja historia z GoldenLine i pomysłem na networking jest genialna XD

Karolina
Karolina

Piszę pracę magisterską o wpływie osobistych doświadczeń liderów na ich styl zarządzania i Twój artykuł to idealne studium przypadku. Napiszę na maila, dziękuję!

Ola
Ola

Jako coach często spotykam liderów, którzy boją się pokazać swoją wrażliwość. Podęślę im twój by pokazać im, że można być autentycznym i otwartym na temat własnych wyzwań. Osobiście uważam, że to nie oznaka słabości, ale siły!

lider_z_przypadku
lider_z_przypadku
Reply to  Ola

@Ola Ja właśnie ludziom takim jak Adam zrozumiałem, że moje porażki mogą być cenną lekcją, nie tylko dla mnie. Wcześniej starałem się ukrywać każde potknięcie, teraz staram się otwarcie o nich mówić. Nawet kiedyś wystąpiłem na fackup night. to dopiero było odświeżające.

Alex
Alex

@lider_z_przypadku swietnie to ująłeś! Właśnie o to chodzi w autentycznym przywództwie. Kiedy lider pokazuje swoją podatność i wrażliwośc daje przestrzeń, w której inni też czują się bezpiecznie, by być sobą

Kama
Kama

Bardzo poruszający tekst! W swojej praktyce terapeutycznej często spotykam osoby, które nie potrafią znaleźć sensu w swoim cierpieniu. Bardzo Ci dziękuję, że mówisz o tym publicznie.

MariaM
MariaM

Dziękuję za ten tekst Panie Adamie. Jestem mamą 9 letniego chłopca z hemofilią i często martwię się o jego przyszłość. Pana historia pokazała mi, że mimo ograniczeń można prowadzić pełne, satysfakcjonujące życie i odnosić sukcesy. Przeczytam mu fragment o Pana początkach z programowaniem i zamiłowaniem do nauki. Mam nadzieję, że go zainspiruje 🙂

Kacper
Kacper

Pamiętam gdy usłyszałem diagnozę naszego synka… hemofilia typu A, ciężka postać. Być może byłem naiwny myślać, że 50% szans, że będzie zdrowy wystarczy. Byliśmy z żoną zdruzgotani. Noce spędzone na czytaniu o chorobie, dni pełne strachu. Pamiętam jak pierwszy raz mogłem poznać Pana osobiście i jak wielkie zrobiło na mnie wrażenie to co Pan osiągnął, jak Pan żyje z tą chorobą. Dał Pan mnie i wielu innycm chorym dużo nadziei. Podobnie podziwiam i serdecznie dziękuję wszystkim dobrym ludziom z Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Hemofilię. Wiem, że Pan w nim działa i bardzo wszystkich Was podziwiam. To co Pan napisał że „siła, którą w sobie nosisz, jest wprost proporcjonalna do ciężaru, który dźwigałeś” – chciałbym, żeby mój syn kiedyś tak to widział.


Newsletter dla liderów

Dołącz do liderów, którzy nie udają, że są ze stali

Znajdziesz prawdę o przywództwie z niewidocznymi przeciwnościami. O tym, jak prowadzić zespół, gdy sam zmagasz się z ograniczeniami. Jak podejmować dobre decyzje bez pewności. Jak wykorzystywać AI i technologie, nie tracąc człowieka z oczu.

Jako subskrybent mojego newslettera dostajesz treści, które porządkują chaos, tak żebyś miał więcej spokoju w głowie i mniej gaszenia pożarów.

Jako inżynier, który opiera się na rzetelnych danych i osobistych doświadczeniach, wyjaśniam wyzwania i odkrywam nowe możliwości, które niesie ze sobą postęp technologiczny. Jako humanista, staram się przypominać, że w centrum wszelkich działań powinien zawsze stać człowiek.

Zapisz się teraz i odbierz dodatkowo, za darmo, dostęp do trzech moich książek w PDF.


Zobacz także

Przestań udawać szczęście. O tym jak smutek lidera buduje autentyczne przywództwo

Czy w świecie, który gloryfikuje optymizm i nieustanną energię, lider ma miejsce na autentyczność i wyrażanie trudniejszych emocji? W tym artykule przyglądam się roli smutku w przywództwie, dzieląc się osobistymi refleksjami i doświadczeniami. Zastanawiam się, czy smutek może być źródłem siły i narzędziem do budowania zaufania w zespole. Wnioski, wsparte badaniami, pokazują, że smutek nie jest przeszkodą, ale naturalną częścią naszego życia, która może inspirować do zmian na lepsze.